środa, 8 kwietnia 2015

W końcu mobilizacja




Taka info na szybko...

    Właśnie postanowiłam zrobić coś ze sobą!!!! Zaczynam zdrowo się odżywiać i więcej ruszać, robić to na co mam ochotę. Muszę się wreszcie ogarnąć, bo za długo siedziałam, nie robiłam nic i mówiłam od jutra, a jutro nie pamiętałam o takich tam pierdołach bo akurat zaczęły się Przyjaciółki, siedziałam na Instagramie albo Facebooku. Kończe z tym lenistwem!!! Myślę, że za miesiąc czli  powiedzmy w weekend majowy będę mogła pokazać Wam jakieś efekty. Trzymajcie kciuki!

Opaska informacyjna, czyli infoband

      Każda mama ma obawy kiedy znajduje się ze swoim maluchem w tłocznym miejscu, że ten gdzieś się zapodzieje. Problem pojawia się w galeriach, na wakacjach (plaże itp.), w hipermarketach a nawet w kościele.  Ja już poznałam uczucie po zgubieniu dziecka. Byłyśmy na zebraniu, na koniec  wszyscy wstali i udali się do wyjścia a ja zostałam, żeby porozmawiać z prowadzącym, córka stała za mną (tak mi się wydawało), w rzeczywistości poszła za kobietą, która miała takie same kozaki, kiedy ją znalazłam stała zapłakana i mówiła, że szła za moimi butami.... Niestety tak się zdarza i chociaż nie widziałyśmy się jakieś 3-4 minuty to dla nas obu stres był ogromny.
     Na  wakacjach nad morzem obawiałam się podobnej sytuacji więc napisałam dziecku na plecach długopisem imię i numer telefonu do mamy, niestety miało to 2 zasadnicze wady: 1 woda co chwila zmywała napis i był nieczytelny, 2 skóra nie opaliła się w tym miejscu i napis towarzyszył nam jakieś 3 tygodnie ;)  Szukając innego rozwiązania zakupiłam właśnie infoband. Opaska na rączkę dziecka, na której napis jest wodoodporny (wykonana z delikatnego silikonu), ma ona możliwość regulacji rozmiaru i miejsce na numer telefonu i dodatkową informację.  Opaskę można wielokrotnie zapinać.



Wzorów i kolorów jest mnóstwo więc każdy znajdzie coś dla siebie!


Nasze opaski zamówiłam na stronie  podpisane.pl 
Serdecznie polecam wszystkim rodzicom!

Jeszcze jedna kwestia,  lepiej na opasce nie pisać imienia naszego malucha, bo jeśli dziecko wpadnie w "nieodpowiednie" ręce to znając imię dziecka łatwiej  będzie  zyskać jego zaufanie i niepostrzeżenie się z nim oddalić, myślę, że najlepiej podać numer do rodziców i informację o poważnych chorobach jeśli dziecko na takie cierpi.

wtorek, 7 kwietnia 2015

Spiżarnia

                                      Arcyprzydatne pomieszczenie.
W każdym domu powinna być spiżarnia, skrytka czy chociaż miejsce pod schodami, do którego można wstawić to z czym nie wiemy co zrobić. Warto  na etapie projektowania powiedzieć projektantowi żeby wygospodarował na nie trochę miejsca.  Odrębny temat to strych i garderoba (pisałam o niej tutaj  Szafa wnękowa czy garderoba  ), które mają podobną funkcje.  Przyznam, że nasz projektant jest świetny w swoim fachu i prócz skrytki w kuchni, strychu i garderoby na półpiętrze zmieścił małą garderobę na najpotrzebniejsze rzeczy pomiędzy sypialniami na górze.
      Ale wracając do tematu spiżarni, mamy mnóstwo możliwości w zależności od ilości miejsca jakim dysponujemy lub jeśli nie dysponujemy nim wcale. Ważna jest tu przede wszystkim praktyczność wybranych rozwiązań, czyli np.: ilość półek, ich wysokość i głębokość, tak żeby korzystanie było wygodne  nacodzień i mieściło jak najwięcej. Ważne jest też małe okienko najlepiej od północnej strony tak żeby pozbyć się ogrzanego powietrza  i zapewnić optymalną temperaturę zaprawą i innym zapasą.
       Oto kilka propozycji


Pułki nie mogą być zbyt głębokie, bo wtedy to co stoi z tyłu i tak będzie  trudno wyjąć, dobre są za to kosze na warzywa itp. oraz np szuflady.
     Alternatywą dla spiżarni jako pomieszczenia jest sprytne wykorzystanie wszystkich wolnych przestrzeni np. za pomocą takich wysuwanych szfo-spiżarni. Myślę, że to genialne rozwiązanie 
A to pomysł na wykorzystanie miejsca pod schodami, jedyne co bym tu zmieniła to ilość uchwytów, wystarczy jeden .


To chyba tyle na dziś, dajcie znać jeśli macie jakieś ciekawe pomysły lub sprawdzone rozwiązania.

czwartek, 19 marca 2015

Wielkanocny wystrój naszego domu



         Nareszcie czuć w powietrzu wiosnę. To moja ukochana pora roku, wszystko budzi się do życia, zieleń jest bardziej zielona niż zwykle a nam poprostu chce się żyć ;) myślę, że na większość z nas wiosna działa podobnie...

Moje balkonowe żonkile ;) uwielbiam te kwiaty

i kocham fotografować naturę 




     Ale wróćmy do tematu wielkanocnego wystroju naszych domów, bo przeciesz o tym miał być post.  Bardzo lubię planować ozdoby i często własnoręcznie je wykonywać, np: sieje zboże i rzeżuchę w donicach wstawiam do nich króliczki, baranki i co tylko przyjedzie mi do głowy i stawiam na naszym stole. W tym roku chce też wsadzić je o skorupek jaj namalować na nich twarze i stworzyć śmieszne ludki, gdzieś je podpatrzyłam.

świetne prawda







A na koniec mój własny zajączek wielkanocny ;p

już pędzi 

czwartek, 5 marca 2015

Imprinting czyli wdrukowanie

Wdrukowanie (ang. imprinting), po polsku również naznaczenie lub wpojenie - obserwowane u młodych organizmów, występujące w ściśle określonym momencie rozwoju osobniczego (tzw. okres krytyczny czasami trwający ledwie kilka godzin) utrwalenie się (praktycznie nie podlegające modyfikacji) wzorca swojego rodzica, rodzeństwa oraz typowych dla gatunku zachowań.

To definicja pochodząca z wikipedii, w znacznym uproszczeniu oznaczająca, że to czego zwierze nauczy się zaraz po narodzinach zostanie wdrukowane w jego pamięć na całe życie.




U koni jest to okres około 18-24 godzin po narodzinach. Odpowiednie postępowanie ze źrebięciem  w tym czasie może sprawić, że człowiek stanie się  integralną i w pełni naturalną częścią  świata tego młodego stworzenia co zaowocuje w przyszłości lepszą współpracą a także ułatwi przeprowadzanie zabiegów przez weterynarza czy choćby kowala. Ponadto między człowiekiem i źrebięciem tworzy się wtedy wyjątkowa więź, taka sama jak pomiędzy klaczą i jej  dzieckiem.



Teorie imprinting'u opracowywał i wprowadzał w życie początkowo tylko na własnych koniach doktor Robert M. Miller.  Z czasem zainteresowanie ta praktyką wzrosło tak znacznie, że jej twórca zaczął wykładać ją i przekazywać praktyczny aspekt dzięki czemu dotarła ona również do naszego kraju.


Postaram się w skrócie przedstawić jak wygląda imprinting, pamiętajcie jednak, że to co zostanie wdrukowane w pamięci naszego konia jest w zasadzie niemożliwe do skorygowania dlatego powinniśmy pozostawić to specjalistom.



Zgodnie z tą techniką naszym pierwszym zadaniem jest nauczyć źrebaka akceptowania ludzkiego dotyku i ustępowania od nacisku, poprzez delikatne masaże. Leżącego malucha, blokujemy przez odpowiednie zgięcie szyi i przedniej nogi. Początkowo źrebak będzie próbował wstać i uciec od ucisku. Malca możemy oswobodzić dopiero, kiedy poczujemy jego całkowite odprężenie oraz poddanie się naciskowi
Miller, jak mantrę, powtarzał, że podczas imprintingu nie wolno się spieszyć. Oznacza to, że dalsze odczulanie, na przykład kopytek, możemy zacząć dopiero, gdy źrebak zaprzestaje oporu i leży zrelaksowany. Oklepujemy sto razy każde z nich, aż poczujemy, że noga jest odprężona. Jest to oznaką akceptacji na bodziec. To samo dotyczy wszystkich otworów fizjologicznych naszego malucha. Uszy, nozdrza, otwór gębowy czy odbyt nie stanowią wyjątku. Rytmicznie powtarzamy wkładanie palca do nosa, pamiętając o braku pośpiechu i czekając do momentu całkowitej akceptacji i przyzwyczajenia malucha na bodziec. Musimy pamiętać, że im więcej miejsc na ciele źrebaka odczulimy, tym większą przyjemność pracy z koniem.
 Poprawne przeprowadzenie wdrukowania ma wielkie znaczenie, ponieważ źrebięta nigdy nie zapomną, czego nauczyły się tuż po urodzeniu.

Drugą sesję imprintingu rozpoczynamy następnego dnia i poświęcamy jej nie więcej niż 45 minut. Powtarzamy na leżącym źrebaku te same czynności, zmniejszamy tylko ich intensywność. Zamiast 100 krotnego wsadzania palca do ucha, wkładamy go tyle razy, aż poczujemy odprężenie i akceptację na bodziec. Podczas wdrukowywania nasz źrebak połączy się silną więzią z pierwszą ruszającą się osobą, którą zobaczy tuż po narodzeniu. Dlatego warto, żeby podczas całej procedury obecni byli jego właściciele. Maluch ma już zakodowane, że człowiek mu nie zagraża, dzięki temu nie czuje do nas strachu ale może nie mieć pokory. Dlatego kolejne lekcje ze źrebakiem będą miały za zadanie nauczyć go szacunku i chęci do współpracy z nami. Przeprowadzamy krótkie 15 minutowe ćwiczenia uczące źrebaka odpowiadania ruchem na ustalone sygnały. Kontrolując ruchy konia, ustanawiamy przywództwo. A będąc liderem musimy wykazać się takimi cechami jak cierpliwość, konsekwencja, wytrwałość i bark agresji w stosunku do podopiecznego. Możemy zacząć od prowadzenia źrebaka na uwięzie, skoków przez przeszkódki. Pamiętajmy przy tym o zasadzie, która mówi, że koń uczy się w systemie trzykrotnego powtórzenia. Dlatego każda nasza czynność musi być powtórzona ze źrebakiem trzy razy, co spowoduje, że będzie ona zapamiętana na całe życie.


to był strasznie długi post, mam nadzieje, że ktoś dotrwał do końca ;)

środa, 25 lutego 2015

Spóźniona relacja z premiery 50 twarzy Greya

Klapa..... To pierwsze co mi przychodzi na myśl


       Jak chyba większość wyczekujących rozczarowałam się filmem. Aktorzy średnio pasują do roli, wogóle nie oddają cech książkowych bohaterów. Ich  gra też raczej średnia, nie pokazują emocji, nie budują żadnego napięcia.  Poprostu wyglądają i zachowują się zbyt "grzecznie".
      Twórca scenariusza wyrzucił tak dużo elementów fabuły, że jeśli ktoś nie czytał książki to można się zgubić, pomiędzy poszczególnymi scenami, nie wiadomo co się stało. Kolejne rozczarowanie to soundtrack, który w zwiastunach zapowiadał się świetnie a w filmie został wykorzystany beznadziejnie, był jakby ukryty lub wykorzystany w kiepskich momentach. A szkoda, bo utwory same w sobie bardzo mi się podobają.
      Tym samym skutecznie zgasili we mnie oczekiwanie na kolejne części Greya...
Wiem, że krótko ale naprawdę niewiele można o tym filmie powiedzieć...




poniedziałek, 9 lutego 2015

Pomysł na wystrój biura czy tez gabinetu

Oto przedstawiam Wam mój wymarzony gabinet;)


Piękny, prosty i przytulny
W naszym domu sypialnie będą znajdowały się na poddaszu z kolei pokój na parterze postanowiliśmy zaaranżować na gabinet. Ten ze zdjęcia to ideał, niestety nie dla nas ponieważ gabinet będzie wspólny, czyli mój i męża a jemu ten wystrój się nie spodoba. Dodatkowo chcielibyśmy, żeby pokój pełnił też funkcje pokoju dla gości kiedy zostaną na noc ( bez szaleństw tylko kanapa z funkcją spania) . Miętowy kolorek przemycę do garderoby ;)

Oczywiście rozwiązaniem idealnym jest kiedy gabinet jest oddzielnym pomieszczeniem, możemy się wtedy skupić na jego funkcjonalności i maxymalnym dopasowaniu do naszych potrzeb.




Jednak jeżeli mamy do dyspozycji tylko kącik salonu czy sypialni albo popularne miejsce pod schodami, wystrój musi prócz funkcjonalności pasować wystrojem do reszty pomieszczenia. Ale dla chcącego nic trudnego, odrobina kreatywności i może być równie ciekawie.